Paweł Palica

Ina jak Odra rok temu. Martwa rzeka

fot. TPRIiG

Praktycznie martwą rzeką jest obecnie na Ina na odcinku pomiędzy Stargardem a ujściem do Odry Ina – twierdzą przyrodnicy i wędkarze.

Do zatrucia wody w niej, przypomnijmy, doszło 17 czerwca, gdy po nawalnym deszczu dostały się do Iny ścieki ze stargardzkiego systemu kanalizacyjnego. Fala zanieczyszczeń spłynęła już do Odry, po niej jednak – widać to z każdego mostu w Goleniowie – nie zostało w rzece wiele życia. Po prostu nie ma w niej ryb, a jeśli już, to znikome ilości drobnicy, która zdążyła wpłynąć z Odry bądź z odcinka Iny powyżej Stargardu.

– Prawie 60 kilometrów rzeki szlag trafił. W dzień, w którym doszło do pierwszych śnięć, robione było badanie stanu wody, które wykazało, że w litrze wody było 0,8 miligrama tlenu, a w takich warunkach nic nie przeżyje. Ina umarła na odcinku od Stargardu do ujścia. Wyginęło mnóstwo ryb, w tym chronione gatunki typu głowacze, to jest ogromna katastrofa ekologiczna, porównywalna z tym, co działo się w ubiegłym roku na Odrze. Martwa rzeka. A Stargard milczy, nikt tam się tym nie zajmuje, co jest wyjątkową bezczelnością tej ekipy. Ale tym razem to wszystko zaszło za daleko, zgłaszamy sprawę do prokuratury – mówi Artur Furdyna z Towarzystwa Przyjaciół Rzek Iny i Gowienicy.

Zawiadomienie do prokuratury w sprawie zatrucia wody złożył wcześniej burmistrz Goleniowa, Robert Krupowicz. Instytucji i osób prywatnych, które zrobią to samo, może być więcej.

Przeczytaj również:

OmegAir Cargo
To top