W ciągu 30 dni od niedzieli wyborczej z ulic polskich miejscowości powinny zniknąć plakaty, bannery i innego rodzaju ogłoszenia osób ubiegających się o głosy wyborców. Nie oznacza to jednak, że rzeczywiście znikają.
Kara za niedopilnowanie tego obowiązku może wynieść nawet 5 tys. zł. Tyle teoria, bo w praktyce przymus usunięcia ogłoszeń wyborczych nie obowiązuje „na nieruchomościach, obiektach lub urządzeniach niebędących własnością Skarbu Państwa, państwowych osób prawnych, jednostek samorządu terytorialnego” czy stowarzyszeń oraz fundacji utworzonych przez organy władzy publicznej. Jeśli zatem właściciel nieruchomości wyda na to zgodę, plakaty mogą nadal wisieć.
Widać to między innymi w Goleniowie. Podobizna posła Koalicji Obywatelskiej Artura Łąckiego wciąż spogląda na miasto czy to z telebimu przy rondzie Hanzeatyckim, czy z plakatów (znajdą się też pewnie inni politycy). Czas najwyższy ją usunąć.







