/

Paweł Palica

Redaktor naczelny wGoleniowie.pl

Kataklizm nie nastąpi, nikt z pochodnią na barykadzie nie stanie. Ale… | OPINIA – Paweł Palica

 

Miałbym czasem ochotę osiągnąć ten rodzaj zachwytu samym sobą, jaki osiągnęli już dyżurni malkontenci goleniowskiej sfery socialmediowej i samozwańczy eksperci od wszystkiego, by móc odsądzić miejskich radnych od czci i wiary za to, że wzrosły stawki podatków od nieruchomości. Samo w sobie to oczywiście nic fajnego, natomiast obawiam się i moja obawa graniczy z pewnością, że za tydzień nikt nie będzie o tym pamiętał.

Dla statystycznego zjadacza chleba kilka czy kilkanaście złotych rocznie to kwota zupełnie niezauważalna, zaraz mamy kolejny finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i znowu będzie się o co pokłócić, a też wydaje się, że żadnego potencjalnego inwestora goleniowskie stawki podatkowe nie odstraszą. Serio, żadne historyczne dane, gdzie przez lata wskaźnik był utrzymany na poziomie 80% stawek Ministerstwa Finansów, tego nie wskazują. Wręcz przeciwnie. Wniosek zatem dość oczywisty, że żaden kataklizm nie nastąpi i nikt z pochodnią na barykadzie nie stanie. Płomień rewolucji zgaśnie tam, gdzie zapłonął: na Facebooku (bo to ulubiona platforma rebeliantów).

Ale…

Może zabrzmi to obrazoburczo, szczególnie dla lokalnych doomsayerów, ale może czas zadać sobie pytanie o to, czy gmina Goleniów w ogóle potrzebuje przyciągać nowych inwestorów? Czy ostatnie niezalesione jej obszary mają być zabudowywane wielkimi halami? Czy ktoś choćby zasugeruje, że czas powiedzieć „stop”, bo lokalna infrastruktura – modelowym przykładem niech tu będzie ulica Nowogardzka – nie ma szansy nadążyć za niekontrolowanym rozlewaniem się miasta i jego najbliższych okolic? Czy miasto i jego okolice mają być miejscem li tylko do pracy, czy też po prostu do życia? I to w miarę fajnego?

To są pytania, na które wcześniej czy później trzeba sobie odpowiedzieć. Tylko nie widać, żeby ktoś je stawiał. A stawki podatku od nieruchomości nie mają tutaj nic do rzeczy.

Przeczytaj również:

To top