Odnosząc się do listopadowej sesji Rady Miejskiej, a szczególnie do poruszonej w jej trakcie kwestii stawek podatków od nieruchomości, mogę powiedzieć, że z naszej perspektywy pozostał przede wszystkim niedosyt oraz rozczarowanie faktem, że nie doszło do rzeczowej rozmowy – a właściwie nie było nawet możliwości jej rozpoczęcia. Pomimo mojej prośby o kontynuowanie dyskusji, radna Agnieszka Geblewicz złożyła wniosek o jej zakończenie, zanim ta w ogóle zdążyła się rozwinąć.
Jedynie burmistrz zdołał przedstawić swoją propozycję podwyżki (do 80% maksymalnej stawki podatków), podobnie jak radny Michał Mac (75% maksymalnej stawki). Po tych dwóch wypowiedziach temat został jednak zdjęty z obrad. Nie usłyszeliśmy żadnych argumentów przeciw – ani podczas sesji, ani wcześniej na posiedzeniach komisji.
Z informacji, które posiadamy, wynika, że pracownicy urzędu byli przygotowani na przedstawienie różnych wyliczeń i wariantów. Niestety, część radnych uznała, że dalsza dyskusja jest bezcelowa.
Jeśli chodzi o same podatki – oczywiste jest, że nikt nie chce płacić więcej: ani podatków, ani za śmieci, prąd, gaz czy wodę. Możemy podkreślać, że dbamy o portfele mieszkańców, możemy mówić o realizacji obietnic wyborczych poprzez blokowanie podwyżek. Możemy też twierdzić, że nie ma potrzeby podnoszenia podatków, bo w budżecie są niewykorzystane środki. Jednak trzeba pamiętać, że dochody gminy w dużej mierze opierają się właśnie na podatkach.
Podwyżki możemy odkładać z roku na rok, lecz za kilka lat może się okazać, że w budżecie zabraknie środków na jakiekolwiek inwestycje. Wszyscy płacimy podatki – my, nasze rodziny, znajomi – ale patrząc na dobro wspólne, czasem trzeba podejmować decyzje trudne i niepopularne. Jako Rada Miejska, wspólnie z burmistrzem, powinniśmy brać za nie odpowiedzialność, zamiast koncentrować się jedynie na uprawianiu „polityki” w naszej małej Ojczyźnie.
Niestety, skutki obecnych decyzji Rady będą widoczne nie dziś, lecz dopiero za kilka, a nawet kilkanaście lat.






